Lubię gdy za oknem krajobraz mieni się w złoto-czerwonych barwach, gdy liście szeleszczą i  można pozwolić sobie na zakup kolejnego miękkiego swetra lub miłego koca. Gorzej, gdy robi się już naprawdę zimno. Wtedy najchętniej zaszyłabym się w domu z książką i nigdy nie wychodziła. Dlatego małe przyjemności są wtedy nie tylko w pełni usprawiedliwione, ale też obowiązkowe. 

1. Pieczenie chrupiących gofrów

We wrześniu piekłam gofry na potęgę. Mamy na nie ostatnio absolutny szał, a to dlatego, że ich robienie bardzo upodobał sobie Igorson. Młody doskonale pamięta i ogarnia, które składniki trzeba dodać do ciasta. Pomaga ubijać białka, a gdy ciasto jest gotowe pyta co chwilę - już mogę zjeść? Na chrupiące gofry mam sprawdzony przepis, który może i Wam zasmakuje:
  • 2 szklanki mąki pszennej (ja próbowałam też z orkiszową)
  • 2 szklanki mleka (u nas roślinne)
  • 1 mała i płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanki oleju
  • 2 jajka (żółtka oddzielamy od białek, które ubijamy osobno)
Gofry piekę ok 2-3 minut i podaję w sezonie jesiennym z domową konfiturą ze śliwek lub jabłek i aronii. Można też spróbować z syropem klonowym.


Zmiana wyglądu

Niedawno zdecydowałam się na zmianę fryzury. Skróciłam moje długie za łopatki włosy do ramion, dzięki czemu powstał tzw. "long bob". W nowym cięciu czuję się świetnie i uważam, że jest to fryzura stworzona dla mnie. We wrześniu eksperymentowałam też z makijażem. Dzięki zaproszeniu od marki MAC Cosmetics miałam okazję wziąć udział w fajnym, makijażowym evencie i wypróbować na sobie makep up z wykorzystaniem matowej pomadki w płynie w intensywnym kolorze wina. Byłam pozytywnie zaskoczona efektami, bo zwykle stawiam na podkreślone oko, a tak wyeksponowane usta to dla mnie nowość. Myślę jednak, że zmiana w tym wypadku wypadła świetnie.

Mój pomadka MAC to: Retro Matte Liquid Lipcolour kolor: Dance with me




Jesienny tryb slow

Jesienią każdy poranek musi zacząć się od kawy lub chociaż herbaty z miodem i sokiem z bzu. 10 minut spokoju i chwila tylko dla mnie jest mi potrzebna do efektywnej pracy przez resztę dnia. 




Serial na długie, jesienne wieczory

We wrześniu zaczęłam czytać nowy kryminał, ale wciąż nie mogę go skończyć, bo przepadłam oglądając 2 sezon serialu "The Affair". Nie jest to popularny w Polsce tytuł, za to na świecie zbiera świetne recenzje. Jedną z nich może być m.in Złoty Glob za najlepszy serial dramatyczny w 2015 r. Od razu uprzedzam, że nie jest to przyjemna i lekka historia. We mnie budzi skrajne emocje i czasem nie pozwala zasnąć. Jak sam tytuł wskazuje, serial opowiada o zdradzie. Z pozoru dość oczywistej i stereotypowej, ale tak naprawdę w serialu "The Affair" nic nie jest proste i przewidywalne. Polecam. Na długie, jesienne wieczory jak znalazł. 


A Wy jakie przyjemności sprawiłyście sobie na początku jesieni? 

Coraz częściej czytam o tym, jak bardzo niektórzy marzą o mieszkaniu za miastem, a najlepiej na wsi. Ja spróbowałam takiej wyprowadzki i po kilku latach z wielką radością wróciłam do betonowej dżungli. Teraz już wiem, że życie daleko od niej nie jest dla mnie.

Szum i zapach drzew o poranku, cisza i spokój - to chyba największe zalety mieszkania z dala od miejskiego zgiełku, który coraz częściej kojarzy się z korkami i smogiem. Za miastem życie jakby zwalnia, a widok z okna jest zawsze zielony. W moim odczuciu na tym jednak kończą się zalety mieszkania w takiej lokalizacji. 

Życie na wsi wiąże się bowiem z wieloma utrudnieniami, choć oczywiście wszystko zależy od tego jak zorganizowane jest życie rodziny i w jakiej odległości od miasta faktycznie żyjemy. Prawie przez 3 lata mieszkaliśmy w lesie. To była absolutnie piękna lokalizacja w otoczeniu drzew i wspaniałego ogrodu. W tym miejscu można się było zakochać od pierwszego wejrzenia - zieleń, bogata roślinność, śpiew ptaków, w domu kominek - czego chcieć więcej? 

kilka kadrów z naszego, starego ogrodu
Mankamentem była odległość od miasta, która na początku wcale nam nie przeszkadzała. Zakupy przecież można zrobić na zapas lub w pobliskim sklepie, a samochodem można obecnie dotrzeć wszędzie. To wszystko prawda, która po jakimś czasie stała się uwierająco niewygodna. Pierwsze minusy zaczęły pojawiać się, gdy byłam w ciąży. Do lekarza prowadzącego musiałam dojeżdżać ok 50 minut autem w jedną stronę. To niby nic takiego, ale z czasem stało się uciążliwe, a dotarcie na czas na wizytę w godzinach szczytu było prawie niemożliwe, chyba, że wyjechałam z dodatkowym zapasem czasowym i wtedy czas dojazdu wydłużał się nawet do 1,5 godziny. 

Coraz rzadziej odwiedzali nas też znajomi, a ja powoli przestałam się zachwycać pięknymi widokami, a zaczęłam tęsknić za szybkim wyjściem na kawę z koleżanką czy wieczornymi seansami w kinie, na które nie mieliśmy siły, bo przecież trzeba było dojechać. Kiedy urodził się nasz syn, zaczęliśmy walczyć z logistyką. 

Zakupy robiliśmy w dużych ilościach, ale i tak zawsze COŚ okazało się być potrzebne dopiero w domu. 

W promieniu 10 km nie było żadnej apteki całodobowej, a pobliskie sklepy oferowały tylko podstawowy asortyment. Kiedy, więc trzeba było wrócić po coś do miasta robiła się z tego kolejna wyprawa. 

Kiedy mąż wrócił do pracy, zaczęła doskwierać mi samotność. Wychodził z domu często, gdy było jeszcze ciemno i wracał późnym wieczorem. Praca, nadgodziny plus dojazdy, które zajmowały blisko 2,5 godziny dziennie zaczęły nas wykańczać. Ja miałam wrażenie, że jestem ciągle sama z dzieckiem, a mój mąż, że życie spędza za kółkiem. W weekendy chodziliśmy na długie spacery w otoczeniu drzew. Na tym jednak kończyły się atrakcje, które znajdowały się w okolicy. Nie ma tam bowiem infrastuktury, takiej jak choćby place zabaw. Kiedy nasz maluch podrósł, dziadkowie przyjeżdżali raz w tygodniu, byśmy mogli wyskoczyć na kolację czy na spotkanie ze znajomymi. Zwykle byli u nas jakieś 3 godziny, z czego 2 poświęcaliśmy na dojazd. Znów czas wolny spędzaliśmy głównie w aucie. 

W końcu po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw doszliśmy do wniosku, że musimy się przeprowadzić. Szukaliśmy idealnego mieszkania przez dłuższy czas (pisałam o tym np tutaj). Zależało nam na ogródku i dużym tarasie, bo przywykliśmy już do spędzania czasu na dworze. Chcieliśmy, by Igor miał, podobnie jak w poprzednim domu, swój rewir, gdzie będzie mógł się swobodnie bawić, grać w piłkę czy kąpać w basenie. Po kilku miesiącach poszukiwań udało się. 

ogródek i widok z nowego mieszkania
Znaleźliśmy mieszkanie z tarasem i ogródkiem. W pięknej, zielonej i spokojnej okolicy, gdzie o poranku słychać śpiew ptaków. Jednocześnie do centrum miasta możemy dojechać w ciągu 10 minut. W pobliżu znajdują się też linie tramwajowe i autobusowe, więc w przyszłości nasz syn będzie mógł wszędzie dojechać samodzielnie. 20 minut spacerem od naszego domu znajduje się park, a w nim plac zabaw, który odwiedzają kaczki. Nie tęsknię za mieszkaniem na wsi. Mąż z pracy wraca w kilkanaście minut, więc odzyskaliśmy wspólny czas. A na wieś możemy podjechać w każdej chwili, bo mieszkają tam dziadkowie. W tygodniu odwiedzają nas znajomi, korzystamy z eventów i pikników, organizowanych dla rodzin z dziećmi. Wreszcie żyjemy tak, jak lubimy, a na wieś wracamy, ale już tylko wtedy, gdy mamy na to ochotę.

 
 
kadry z naszego mieszkania i jego okolic

Wolę mieszkanie w mieście

by on 14:52:00
Coraz częściej czytam o tym, jak bardzo niektórzy marzą o mieszkaniu za miastem, a najlepiej na wsi. Ja spróbowałam takiej wyprowadzki ...

Kiedy na sklepowych półkach zaczyna brakować sezonowych owoców, stawiamy na domowe soki. Lubimy gdy są pyszne, kolorowe i dostarczają wielu cennych witamin i minerałów. Dziś podrzucam Wam przepis na jeden z naszych ulubionych koktajli z jarmużem i kiwi. Pycha!

Mam to szczęście, że moje dziecko uwielbia owoce i nawet wiele warzyw je chętnie. Nie muszę, więc specjalnie starać się, by przemycić mu witaminy w diecie. Problemem jest natomiast brak nabiału w jadłospisie, dlatego szukam dla Igorsona źródeł wapnia. Na szczęście zielone warzywa, to skarbnica nie tylko wapnia, ale wielu innych minerałów. Dlatego dziś stawiam na jarmuż, który w 100 g zawiera 157 mg wapnia. Dla porównania mleko zawiera 118-120 mg w 100 ml. 

Podobno jarmuż ma nawet właściwości antyrakowe, bo zawiera dużo sulforafanu, czyli przewutleniacza, który ma silne działanie antynowotworowe. Oprócz tego jarmuż zawiera też błonnik, witaminę C i K, potas oraz wspomniany już wapń. W połączeniu z kiwi i innymi owocami może, więc stanowić prawdziwą bombę witaminową. Zabierzmy się zatem do przygotowania koktajlu:



Składniki na koktajl z jarmużu i kiwi dla 3 osób:
3 duże, umyte i przelane wrzątkiem garści jarmużu (trzeba usunąć z liści twarde łodygi)
4 słodkie jabłka
2 banany
2 duże kiwi (niezbyt dojrzałe)

Przygotowanie:
Wszystkie składniki umieszczamy w wyciskarce wolnoobrotowej (wybieramy sitko do soków). Lepiej wybierać mało dojrzałe banany i wrzucać do wyciskarki w kawałkach na przemian z twardymi owocami. Wtedy wyjdzie nam sok, a nie gęsty mus. 

Koktajl w smaku jest słodkawy dzięki bananowi i jabłkom, ale przełamany kwaśnym kiwi.  Sok nie wychodzi mdły, ale orzeźwiający i naprawdę pyszny. Z podanych składników otrzymujemy około 5 porcji soku, czyli dla malucha przypada jedna dokładka. Polecam na spróbowanie. Może i Wam przypadną do gustu takie, zielone smaki :)



Zaledwie kilka dni temu plażowaliśmy w najlepsze, a dziś wyciągam już z szafy ciepłe kurtki. W ogródku codziennie przybywa złotych i czerwonych liści. To już pewne - idzie jesień. Na szczęście zdążyliśmy w ostatnim momencie pożegnać lato.



Parę dni temu siedziałam przy laptopie w otoczeniu notatek i dyktafonu. Kończyłam pracę nad reportażem, który zlecił mi klient i z nostalgią patrzyłam na widok za oknem. Wiedziałam, że to ostatni moment, żeby złapać trochę ciepłych promieni słońca. Mąż miał tego dnia wrócić z delegacji, więc uznałam, że fajnie byłoby choć na chwilę wybrać się na pobliską plażę (tak, mamy taką w Łodzi). Kiedy tylko skończyłam pisać, zaparzyłam sobie kawę i zabrałam się za robienie babeczek, które miały być częścią piknikowego prowiantu. Nie minęło pół godziny, gdy w mieszkaniu czuć już było zapach pieczonego ciasta i aromatu latte. Sięgnęłam jeszcze do szafy po koszyk piknikowy, spakowałam owoce, sok i babeczki i pojechałam po Igora, by wcześniej odebrać go z przedszkola. Wróciliśmy jeszcze na chwilę do domu, by poczekać na tatę, Kiedy wrócił rozdaliśmy buziaki i szybko wyruszyliśmy nad wodę.

To był spontaniczny pomysł, więc wielu rzeczy zabrakło. Wzięłam za mało ubrań dla Igora, który natychmiast zmoczył się w wodzie, wzięliśmy za mały ręcznik i koc, ale z tymi brakami i bez idealnego przygotowaniu było nam bardzo dobrze. Wykopaliśmy wielki dołek, ganialiśmy się po plaży i napawaliśmy zachodzącym słońcem. W ten sposób, trochę leniwie udało nam się pożegnać tegoroczne lato.


outfit Igorsona:

sweterek: Zara
spodnie: H&M
trampki: F&F
czapka: Pom Pom Cap

outfit mamy:
Tunika: Mohito
Szara spódnica maxi: Reserved

Koszyk piknikowy: Duka
przepis na ciasto na pizzę

Mówią, że tej pizzy nikt nie może się oprzeć. Ciasto jest puszyste, ale niezbyt grube. Dodatki pasują do niego idealnie i rozpływają się w ustach. Poświęć godzinę, a Twoja rodzina nie odejdzie od stołu i będzie prosiła o więcej. 

Przepis na ciasto drożdżowe do pizzy

Żeby zrobić ciasto, trzeba odrobinę ubrudzić sobie rączki, ale zapewniam, że warto. Przed jego przygotowaniem radzę zdjąć z dłoni pierścionki, by oszczędzić sobie późniejszego czyszczenia. 

przepis na ciasto na pizzę


Składniki na ciasto drożdżowe:

- 5 szklanek mąki pszennej + 1 do podsypania i rozwałkowania
- łyżka soli
- 3 łyżeczki cukru
- 3 łyżki oleju
- kostka drożdży
- 1,5 szklanki ciepłej wody (nie gorącej)

*składniki wystarczają na 2 duże blachy ciasta i najczęściej dzielę je na pół i zostawiam część na następny dzień w lodówce.

Przygotowanie ciasta:

W naczyniu umieszczam wszystkie składniki suche i olej, a na ich szczycie rozdrabniam kostkę drożdży. Całość zalewam wodą i wyrabiam dłońmi. To jest ta część, gdy trzeba się odrobinę wybrudzić. Wyrabiamy kulę ciasta i odstawiamy na 30 minut do wyrośnięcia. 

przepis na ciasto na pizzę

Przygotowanie składników do pizzy:

W międzyczasie polecam przygotować sos pomidorowy i pozostałe składniki. U nas są to najczęściej: kukurydza, fasola, salami pepperoni, ser mozarella i oliwki. Wersja dla Igora jest zwykle bez nabiału, więc dla niego przygotowuję oddzielną małą pizzę z serem wegańskim.

Pyszna wychodzi również pizza z szynką parmeńską, suszonymi pomidorami, sosem pomidorowym i rukolą. Wariacji jest mnóstwo i warto postawić na swoją, ulubioną wersję.

Sos pomidorowy przygotowuję z łagodnego ketchupu, który mieszam ze sporą ilością suszonego oregano i wyciśniętym ząbkiem czosnku. Sos oczywiście można dowolnie modyfikować lub przygotować w 100% samodzielnie z pomidorów.

przepis na ciasto na pizzę


Przygotowanie pizzy:

Po wyrośnięciu ciasta dzielę je na pół i odstawiam jedną połówkę do lodówki. Z drugiej formuję mniejszą kulkę (na pizzę dla dziecka) i większą dla nas. Zwykle podsypuję ją odrobinę mąką i rozwałkowuję dość cienko. Zawijam końce, smaruję całość dość obficie sosem i razem z Igorem wykładam całość składnikami. Kiedy pizza jest już dość szczelnie pokryta składniki, nakładam ser i wstawiam pizzę do rozgrzanego piekarnika (góra dół na 180 stopni). Czas pieczenia to około 20-30 minut.  Jeśli ser jest już rozpuszczony, a spód chrupiący (można podważyć nożem i sprawdzić) pizza jest gotowa. Smacznego!

przepis na ciasto na pizzę
przepis na ciasto na pizzę

Pizza po wypieczeniu wygląda tak:
przepis na ciasto na pizzę
przepis na ciasto do pizzy

Koniecznie dajcie znać czy próbowaliście tej pizzy i jakie składniki smakują Wam najbardziej :)
Jesień szafa chłopca

Za oknami jest jeszcze całkiem ciepło, jednak nie byłabym sobą, gdybym już nie szykowała się na chłody. W końcu "winter is coming" i nie można dać się zaskoczyć. Żeby ułatwić Wam i sobie maratony po sklepach, przygotowałam mały przegląd tego, co sieciówki oferują dla małych chłopaków. Jest szaro i buro, czyli dla mnie idealnie.

Jesień w kratę i na szaro


Jak jest z sieciówkami każda mama wie. Te ciuchy są łatwo dostępne, można je szybko kupić np. przez internet, bez problemów zwrócić i to są duże zalety. Z jakością bywa różnie i tutaj pewnie zdarzą się zarówno hity, jak i kity, ale ja mam swoje ulubione marki sieciowe, które trzymają w miarę równy poziom i podoba mi się ich wzornictwo. Na szczęście Igorson jest już w takim wieku, że nikt nie złapie się za głowę, jeśli chodzi ubrany w czarne rurki i szary t-shirt. Jestem fanką bazowych kolorów, krat, ciemnych szarości i miejskiego stylu, więc tegoroczne, jesienne kolekcje zdecydowanie trafiają w mój gust. 

Szczególnie warta uwagi jest kolekcja Reserved Concept. Mamom - minimalistkom spodobają się proste, nowoczesne wzory. Tymczasem zobaczcie moje wybory. Może coś wpadnie Wam w oko:



1 Bluza H&M 69,90zł, 2 Bluza H&M 39,90, 3,4 Koszule w kratę Reserved Kids 39,90 5 Kardigan Reserved Kids 69,90, 6 Bluzka Zara 59,90

7 Zara 45,90, 8 Reserved Kids 69,90, 9 Zara 75, 90

10. Reserved Kids 39,90, 11 H&M 49,90 zł, 12 H&M 59,90 zł, 13 Reserved Kids 24,90 zł, 14 Zara 129 zł




15 Bluza Zara 69,90, 16 Bluza Reserved Kids 89,90 zł, 17 Spodnie Reserved Kids 59,90, 18 Buty za kostkę H&M 79,90 zł, 19 Czapka Reserved Kids 34,90 zł

20 Kurtka Zara 79,90, 21 Płaszcz przeciwdeszczowy Zara 119 zł,
22 Bomber Reserved Kids 129 zł

Jak podobają się Wam moje propozycje z sieciówek? Kompletujecie już jesienną garderobę?



Każdy rodzic jest przekonany o wyjątkowości swojego dziecka. Nie patrzymy przecież na własnego potomka obiektywnie, a trzeźwą ocenę sytuacji zakłóca nam absolutne uwielbienie i miłość. Na szczęście istnieje aż 10 sympotmów, po których można rozpoznać małego geniusza.

Sama wiele razy byłam pewna, że muszę zgłosić mojego syna do Mensy, bo wiele umiejętności opanował nadzwyczajnie szybko. Objawem geniuszu było dla mnie jego samodzielne jedzenie, wczesne chodzenie czy do perfekcji opanowana zabawa sorterem. Obecnie w zachwyt wprawia mnie spektakularny rozwój jego mowy, ilość dociekliwych pytań, zapamiętanych słów czy wyobraźnia, którą okazuje budując z klocków Lego. Byłam już nawet bliska zapisania go na warsztaty z robotyki, gdyby nie to, że jest jeszcze na to stanowczo za mały. Poprzestaliśmy zatem na zabawach w domu i żłobku, a wizja edukacji przyszłego innowatora i konstruktora maszyn kosmicznych nieco się oddaliła.

Jeśli macie podobne zapędy i jesteście ciekawi, czy Wasz maluch to przyszły Einstein, sprawdźcie poniższą listę symptomów geniuszu:

1. Wyjątkowo dobra pamięć

Według serwisu New Kids-Center jeśli dziecka jest małe, a doskonale pamięta wydarzenia z przeszłości, możesz spodziewać się, że zaskoczy Cię inteligencją. Taki maluch może też zapamiętywać wiele szczegółów np. gdzie zostawił zabawkę, dokąd prowadzi droga lub jak ma na imię sąsiadka, która mieszka 3 domy obok.

2. Duża zdolność do skupienia

Podobno objawem geniuszu jest też wczesna zdolność do skupienia uwagi.  Dziecko dłuższy czas bawi się jedną zabawką lub wysłuchuje w całości czytanych historii? Gratulacje! Może być szczególnie uzdolnione.

3. Chęć do zabawy ze starszymi

Wydawało mi się, że większość dzieci lubi bawić się ze starszymi od siebie lub nawet dorosłymi, jednak wg brytyjskich konsultantów Mensy może to świadczyć o wysokim poziomie inteligencji.

4. Szybki rozwój mowy

Jeśli przed 2 urodzinami maluch zaczyna wcześnie mówić i sprawnie składać zdania, może być szczególnie uzdolniony. Takie wnioski wysnuł m.in amerykański Davidson Institute.

5. Kiepski sen nocny

To mój ulubiony punkt. Podobno super chłonny i stymulowany umysł małego geniusza nie pozwala mu spać w nocy. Cóż za pocieszenie!

6. Poczucie humoru

Jeśli maluch to wesołek i lubi towarzystwo innych, może być wyjątkowo uzdolniony. Tak twierdzi konsultantka Mensy. Zdolności interpersonalne zostały też wyróżnione wśród kompetencji przyszłości, zatem im dziecko łatwiej nawiązuje kontakty, tym lepiej.

7. Empatia

Podobnie jest z empatią. Jeśli dziecko reaguje na emocje innych ludzi, ma w sobie pokłady uczyć i współczucia, to może świadczyć o przejawach geniuszu.

8. Pociąg do czytania

Jeśli przedszkolak wyjątkowo lubuje się w książkach, możesz spodziewać się, że w szkole będzie błyszczał. Nie ma zatem sensu, by oszczędzać na domowej biblioteczce malucha.

9. Wyobraźnia do kwadratu

Zabawa na niby (nie mylić z naśladownictwem) jest dużym osiągnięciem w życiu malucha. Jeśli dziecko używa wyobraźni w trakcie zabawy, wymyśla postacie i tło zabaw, możemy spodziewać się, że w przyszłości będzie innowatorem.

10. Zajawki na całego

Twoje dziecko wkręciło się w temat dinozuarów, strażaków lub kucyków? Jest szansa, że będzie uzdolnione, jeśli od najmłodszych lat ma zainteresowania i pasje.


Myślę, że ta lista zdecydowanie może poprawić humor, ale warto pamiętać, by traktować ją z przymrużeniem oka. W końcu każde dziecko to brylant do oszlifowania :)




To była jakaś trzecia nad ranem, a podobno to godzina aktywności duchów. Ze snu wyrwał mnie upiorny głos obcego faceta w salonie. W naszym mieszkaniu! Zerwałam się i obudziłam męża (no jasne, że spał), a on pobiegł sprawdzić co się dzieje. Wtedy zamarłam.

To był tak straszny dźwięk, że aż przeszywał całe ciało. Intruz brzmiał jak szaleniec, który wrzeszczał i wygadywał jakieś bzdury, których teraz już nawet nie pamiętam. Myślałam, że to może być seryjny morderca, który włamuje się do domów i wykańcza całe rodziny w środku nocy. Sekundy trwały jak godziny po czym nastała grobowa cisza.

...............

Mąż wyłączył laptopa. I tyle. To właśnie z zahibernowanego i zamkniętego urządzenia dochodziły te potworne hałasy. Nie muszę chyba dodawać, że wszyscy byliśmy w absolutnym szoku, Oczywiście natychmiast obudził się też młody i w zasadzie to był koniec spania tej nocy. Niby udało się szybko uspokoić malucha, ale i tak z powodu adrenaliny nie mogłam już zasnąć. Kiedy już prawie przymykało mi się oko, usłyszałam dramatyczny lament:


- Mamaaaaaaaaaaa!!! Mamaaaaaaaaaa!!!

No więc znów się zrywam, biegnę, potykam o suszarkę z praniem i wpadam do pokoju młodego, bo krzyczy jak obdzierany ze skóry. Ten siedzi na łóżku i mamrocze - Chcę tam! Do taty! - pokazuje na wyjście, czyli wiadomka - chce iść spać do naszego łóżka. Drepcze, więc ten gagatek w mikro piżamce do naszej sypialni, ale kiedy dociera na miejsce pojawia się kolejny problem. 

Nie chcę do taty! Chcę BIAŁEGO MISIA!

Wywalił tonem nieznoszącym sprzeciwu i czeka. Oczy wywaliło mi chyba z orbit, bo do cholery o jakim, białym misiu on bredzi. Jest pewnie jakaś 4 w nocy, wcześniej obudził nas laptop - widmo, a teraz dzieciak chce białego misia, który nie istnieje. 

Uznałam - Ok, dopytam o co chodzi. W skrócie wyszło na to, że biały miś mu się śnił, ale on go musi mieć, bo inaczej nie zaśnie. Pomyślałam o tej całej bandzie, z którą zwykle chodzi spać. Są tam dwa misie, ale szare, a on całkiem nieźle już kuma kolory. Jest foka, świnia, lemur i smok. I wtedy doznałam olśnienia! Pobiegłam do jego pokoju, zapaliłam światło, które prawie wypaliło mi oczy i dostałam się do koszyka z zabawkami, który stoi zapomniany w rogu pokoju. Zaczęłam przegrzebywać jego zawartość i znalazłam - święty graal, a raczej BIAŁEGO MISIA! Dostał go chyba z rok temu w prezencie od jednej z babć i pluszak tak czekał na lepsze czasy, które wreszcie nadeszły. Wracam, więc dumna ze zdobyczą na co słyszę - Nieeee, to nie jest biały miś. Odwrócił się na bok i poszedł spać. 

Mnie zaśnięcie zajęło pewnie kolejne 30 minut i jak można się domyślić poranek przywitał mnie bólem głowy, ale też wielką radością młodego, który był zachwycony "nowym", białym misiem. Duma była tak wielka, że zabrał go ze sobą do przedszkola.

Największy fan białych misiów

Takie noce może nie zdarzają się często, ale nie mogę raczej chwalić się tym, że jestem super wyspana. Z drugiej strony trzeba się cieszyć, że nie przyśniła mu się różowa pantera. Ot, takie życie z 2-latkiem. A u Was zdarzają się tego rodzaju nocne akcje? 

Upiorne noce mnie wykończą

by on 19:11:00
To była jakaś trzecia nad ranem, a podobno to godzina aktywności duchów. Ze snu wyrwał mnie upiorny głos obcego faceta w salonie. W nas...

Mamy alergików nie mają lekko. W kuchni trzeba unikać wielu składników np. mleka, które jest podstawą w wielu przepisach na najlepsze ciasta. Z pomocą przychodzą na szczęście blogi kulinarne, które są kopalnią inspiracji. Dzięki nim nawet alergicy mogą jeść pyszne i tradycyjne desery.


Mój maluch nie może jeść produktów z nabiałem. Dopuszczalne są jajka, choć był też taki okres, kiedy ich również nie jadł. Na szczęście takie ograniczenie w diecie nie jest przeszkodą w pysznym gotowaniu. Udowodniają to mamy alergików i autorki blogów kulinarnych, które wiele razy inspirowały mnie w kuchni. Specjalnie dla mam alergików, które szukają ciekawych przepisów, podrzucam 5 sprawdzonych propozycji na ciasta i desery bez mleka. Przydadzą się szczególnie w dni, gdy w głowie pustka, a cała rodzina (w tym alergik) mają ochotę na coś pysznego i słodkiego. 

1. Wegańskie lody bananowe (bez nabiału, jajek i glutenu)



(przepis tutaj)

Przepis na bananowe lody wegańskie z bloga er Vegan jest genialny w swojej prostocie. Lody wychodzą z niego pyszne, kremowe i puszyste. Najważniejsze jest to, że nie zawierają mleka ani jajek i są bardzo łatwe do przygotowania. Zdecydowanie polecam! Pychota :)

2. Najszybsze i najprostsze ciasto z owocami 


(przepis tutaj)


W oryginalne składniki na ciasto zawierają 2 łyżki mleka, ale bez problemu można zastąpić je roślinnym. Sprawdziłam i ciasto wychodzi pyszne. Jego zaletą jest również mega proste wykonanie. Nawet kuchenny laik poradzi sobie z nim bez problemu. Najlepiej to ciasto smakuje nam z malinami lub borówkami.

3. Naleśniki z bananami bez mleka


(przepis tutaj)


Tym razem podsuwam Wam mój przepis, który jest szybki i łatwy w wykonaniu. Naleśniki wychodzą z niego słodkie i pyszne, ale nie zawierają ani grama cukru. Podaję je z owocami. Mój maluch uwielbia je szczególnie w niedzielne, leniwe poranki.

4. Ciasto czekoladowe bez mleka

(przepis tutaj)

Przepis nie jest pozbawiony alergenów, bo zawiera kakao, ale do jego przygotowania nie potrzeba mleka, jajek, ani masła. Sama jeszcze go nie próbowałam, ale został mi polecony i wygląda pysznie. Myślę, że na początek spróbuję zastąpić kakao karobem.

5. Wegańskie brownie z malinami

(przepis tutaj)

Przepis nie zawiera mleka ani jajek, a kakao zastąpiono w nim karobem. Pomysł pochodzi z bloga Mama Alegika Gotuje, który mogę polecić z całego serca. Przepisy na blogu, jak i w książce to prawdziwa kopalnia wiedzy. Zdecydowanie polecam!

Mam nadzieję, że te inspiracje choć odrobinę ułatwią Wam codzienne życie w kuchni i będą wskazówką, gdzie szukać też innych, bezmlecznych przepisów. Jeśli macie swoje top przepisy na desery bez mleka, koniecznie się nimi podzielcie :) Smacznego!